Księga Kaznodziei 5 przechodzi od postawy wobec Boga do stosunku człowieka do bogactwa. Kohelet uczy powściągliwości w domu Bożym — więcej słuchać niż mówić, a złożone śluby wypełniać — a potem odsłania gorzką prawdę: kto kocha pieniądze, nigdy się nimi nie nasyci.
O czym mówi Księga Kaznodziei 5?
Rozdział otwiera pouczenie o czci wobec Boga: pilnuj swoich kroków, gdy idziesz do domu Bożego, i bądź skłonny raczej słuchać, niż składać ofiarę głupich, którzy nie wiedzą, że źle czynią. Nie mów pochopnie i niech serce nie wypowiada pospiesznie słów przed Bogiem, bo Bóg jest w niebie, a człowiek na ziemi — dlatego niech słów będzie niewiele. Ślub złożony Bogu trzeba wypełnić bez zwłoki, gdyż w głupcach nie ma On upodobania; lepiej nie ślubować, niż ślubować i nie dotrzymać. Nie pozwól, by usta przywiodły ciało do grzechu. Ponad wszystkim ma stać bojaźń Boża.
Dalej Kohelet mówi o ucisku ubogiego i wypaczaniu sądu w prowincji, przypominając, że nad urzędnikami czuwają wyżsi, a nad wszystkimi Najwyższy. Następnie kreśli naturę chciwości: kto kocha pieniądze, nie nasyci się nimi, a gdy dobra się mnożą, mnożą się też ci, którzy je zjadają, tak że właściciel jedynie patrzy na swój majątek. Słodki jest sen robotnika, czy je mało, czy dużo, ale obfitość nie pozwala bogaczowi zasnąć. Bogactwo bywa przechowywane na własną szkodę i przepada przez złe zajęcia, a człowiek odchodzi tak nagi, jak wyszedł z łona matki. Rozdział kończy jaśniejsza nuta: dobrze jest jeść, pić i cieszyć się dobrem swego trudu, bo możliwość korzystania z majątku jest darem Boga.
Kluczowe wersety
„Kto kocha pieniądze, nie nasyci się pieniędzmi, a kto kocha bogactwa, nie będzie miał z nich pożytku. Także i to jest marnością.” — Koh 5,10 (UBG)
„Jak wyszedł z łona swojej matki, tak też nagi wróci, jak przyszedł, i nie zabierze nic ze swojej pracy, co mógłby wziąć do ręki.” — Koh 5,15 (UBG)
Główne tematy i obrazy
Rozdział zestawia dwa świadectwa marności: pochopne słowa wobec Boga i nienasyconą pogoń za bogactwem. Obraz domu Bożego, w którym lepiej słuchać niż wielomównie ofiarować, uczy powściągliwości, wierności ślubom i bojaźni. Po stronie ekonomii pojawia się obraz dóbr, które w miarę wzrostu przyciągają coraz więcej jedzących, oraz kontrast między słodkim snem robotnika a bezsennością bogacza, którego nadmiar nie daje spać. Najmocniejszy jest obraz człowieka, który — jak przyszedł nagi z łona matki — tak nagi odejdzie, nie zabierając ze swej pracy niczego, co mógłby wziąć do ręki. Na końcu obraz jedzenia i picia z radością osadza dobrobyt tam, gdzie jego miejsce: w darze Boga, nie w samym posiadaniu.
Główna myśl rozdziału
Kaznodzieja łączy właściwą cześć wobec Boga z trzeźwym spojrzeniem na majątek. Słowa i śluby wobec Boga wymagają powagi i bojaźni, a bogactwo samo w sobie nie daje ani nasycenia, ani spokoju — potrafi wręcz szkodzić właścicielowi. Skoro człowiek odchodzi z tego świata równie nagi, jak nań przyszedł, sensem nie jest gromadzenie, lecz umiejętność przyjęcia codziennego dobra jako daru Boga i cieszenia się owocem uczciwej pracy. Tak trud „pod słońcem” zostaje uwolniony od gorączki, która odbiera sen i pokój. Bojaźń Boża i wdzięczność, a nie chciwość, okazują się właściwą odpowiedzią na otrzymany dar życia.
Powiązane
- Czytaj słowo po słowie: Koh 5 w interlinii (hebr./grec. + UBG)
- Poprzedni: Księga Kaznodziei 4 — streszczenie
- Następny: Księga Kaznodziei 6 — streszczenie
- Wszystkie streszczenia rozdziałów