Kodeks Synajski i odkrycie Tischendorfa

Kodeks Synajski i odkrycie Tischendorfa

W maju 1844 roku młody niemiecki uczony przeglądał bibliotekę starożytnego klasztoru u stóp góry Synaj i — jak sam później opisywał — dostrzegł kosz pełen starych pergaminowych kart, jakby przeznaczonych na rozpałkę. Kilka z nich okazało się fragmentami jednego z najstarszych rękopisów Biblii, jakie zna nauka. Czy rzeczywiście uratował je przed ogniem, czy raczej wywiózł to, co do niego nie należało? I dlaczego kodeks skopiowany w IV wieku wciąż budzi spory — nie tylko o własność, ale i o kształt tekstu Nowego Testamentu?

Kodeks Synajski i odkrycie Tischendorfa
Public domain, via Wikimedia Commons

Czym jest to „odkrycie”

Kodeks Synajski (łac. Codex Sinaiticus) to rękopis greckiej Biblii przepisany w połowie IV wieku n.e. — datowanie paleograficzne umieszcza go najczęściej w przedziale ok. 330–360 r. Napisano go majuskułą (uncjałą, czyli pismem wielkoliterowym bez odstępów między wyrazami) na cienkim pergaminie ze skór cielęcych i owczych. Wyróżnia go wyjątkowy układ: cztery wąskie kolumny na stronie — to jedyny znany zachowany rękopis Nowego Testamentu o takim rozłożeniu tekstu. W nauce oznacza się go sygturą א (hebrajska litera alef) oraz numerem 01 w systemie Gregory–Aland; reprezentuje tzw. tekst aleksandryjski.

Pierwotnie kodeks liczył co najmniej 730 kart o wymiarach ok. 38 × 34,5 cm; do dziś przetrwało około czterystu. Zawiera większość greckiego Starego Testamentu (Septuaginty, wraz z księgami deuterokanonicznymi) oraz kompletny grecki Nowy Testament, a do tego dwa wczesnochrześcijańskie pisma spoza kanonu: List Barnaby i (częściowo) Pasterza Hermasa. To czyni go szczególnym: jedynym uncjalnym rękopisem zawierającym pełny tekst Nowego Testamentu i najstarszą zachowaną kompletną jego kopią — jedyną sprzed IX wieku.

Rękopis odnaleziono w klasztorze św. Katarzyny na Synaju — jednym z najstarszych nieprzerwanie działających klasztorów chrześcijańskich, ufundowanym w VI wieku za cesarza Justyniana I. Pustynne odosobnienie sprzyjało przetrwaniu pergaminów. Odkrywcą był Konstantin von Tischendorf, biblista z Lipska. Historia jego znalezisk rozłożyła się na trzy wizyty:

  • 1844 — Tischendorf zabiera 43 karty (fragmenty ksiąg Starego Testamentu) i wywozi je do Lipska; publikuje je w 1846 r. jako Codex Friderico-Augustanus na cześć swojego protektora, króla Saksonii Fryderyka Augusta II.
  • 1853 — druga wizyta nie przynosi nowych kart.
  • 1859 — pod patronatem cara Rosji Aleksandra II mnisi pokazują mu resztę rękopisu; Tischendorf najpierw go przepisuje, a następnie — na podstawie pokwitowania „wypożyczenia” — zabiera go do Petersburga. W 1862 r. wydaje okazałą edycję faksymilową ofiarowaną carowi, a w 1869 klasztor formalnie przekazuje kodeks władcy (w zamian za rekompensatę).

Rękopis przepisało — wedle dzisiejszych badań — trzech skrybów (oznaczanych A, B, D; sam Tischendorf sądził, że czterech), a na przestrzeni wieków tekst poprawiało kilku korektorów.

Powiązanie z Pismem

W Kodeksie Synajskim zachowała się w całości Ewangelia Jana — w tym jej słynny prolog, będący jednym z najmocniejszych świadectw o boskości Chrystusa. W jednej z najstarszych kompletnych kopii czytamy więc te same słowa, które znamy dziś:

„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.” (J 1,1 UBG)

„A to Słowo stało się ciałem i mieszkało wśród nas (i widzieliśmy jego chwałę, chwałę jako jednorodzonego od Ojca), pełne łaski i prawdy.” (J 1,14 UBG)

Szczególnie ciekawy jest werset zamykający prolog. UBG, idąc za tradycją bizantyjską (i przekładem, na którym opiera się Textus receptus), oddaje go tak:

„Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Syn, który jest w łonie Ojca, on nam o nim opowiedział.” (J 1,18 UBG)

Tymczasem pierwotna ręka Kodeksu Synajskiego zapisuje w tym miejscu nie „jednorodzony Syn”, lecz „jednorodzony Bóg” (gr. monogenēs theos) — lekcję, którą potwierdzają także najstarsze papirusy (P66) oraz Kodeks Watykański. Dla czytelnika, dla którego boskość Jezusa jest prawdą fundamentalną, to interesujący szczegół: najstarsze rękopisy w tym wersie brzmią jeszcze wyraźniej po stronie bóstwa Syna. Warto jednak uczciwie dodać, że obie lekcje są bardzo dawne, a różnica dotyczy jednego słowa; nauka o boskości Chrystusa nie zależy od tego pojedynczego wariantu, lecz jest obecna w całym prologu (J 1,1).

Kodeks jest też ważny przez to, czego w nim nie ma. Brakuje w nim m.in. dłuższego zakończenia Ewangelii Marka (Mk 16,9–20) oraz opowieści o kobiecie pochwyconej na cudzołóstwie (J 7,53–8,11). Nieobecność tych fragmentów w tak wczesnym świadku pokazuje, jak wcześnie kształtowała się tradycja tekstu — i że część znanych nam później ustępów dopisywano lub wtrącano na późniejszym etapie przekazu.

Co pewne, a co dyskutowane

Sprawy w zasadzie pewne. Autentyczność i starożytność kodeksu nie budzą dziś w nauce wątpliwości — powracające co pewien czas teorie o „nowożytnym fałszerstwie” (przypisywane m.in. Konstantinowi Simonidesowi w XIX w.) są przez badaczy pisma i tekstu odrzucane. Datowanie na połowę IV wieku opiera się na paleografii i cieszy się szerokim konsensusem. Pewne jest też dzisiejsze rozproszenie rękopisu na cztery miejsca (o czym niżej).

Sprawy sporne. Najbardziej zapalny pozostaje sposób, w jaki Tischendorf wszedł w posiadanie kart. Sam mówił o koszu pergaminów „przeznaczonych na spalenie” i o darze przełożonego klasztoru; klasztor św. Katarzyny od pokoleń utrzymuje jednak, że rękopis zabrano, a nie podarowano. W telegramie z 1934 r. arcybiskup Synaju Porfiriusz nazwał wspólnotę „jedynym prawowitym właścicielem” kodeksu. Kwestionowana bywa również ważność aktu darowizny z 1869 r. oraz sama anegdota o koszu i ogniu, której mnisi nie potwierdzają. Dyskusyjna pozostaje liczba skrybów (trzech według dzisiejszych badań, czterech według Tischendorfa) i dokładniejsze umiejscowienie kodeksu w obrębie IV wieku.

Znaczenie

Odkrycie Tischendorfa zmieniło biblistykę. Aż do XIX wieku przekłady nowożytne (jak i angielska Biblia króla Jakuba) opierały się na Textus receptus zbudowanym na stosunkowo późnych rękopisach. Kodeks Synajski dał uczonym dostęp do greckiego tekstu o kilka stuleci starszego — a razem z Kodeksem Watykańskim stał się filarem współczesnego krytycznego wydania Nowego Testamentu (Nestle–Aland / UBS), z którego dziś korzystają tłumacze.

Dla zwykłego czytelnika najważniejszy jest chyba inny wniosek. Porównanie tak wczesnego świadka z późniejszymi kopiami pokazuje, że tekst Nowego Testamentu przekazywano z dużą wiernością, a różnice — choć realne i warte badania — są w większości drobne i rzadko dotykają treści wiary. To nie jest „dowód”, że Biblia jest prawdziwa; to raczej materialne świadectwo, jak starannie ją przepisywano. Rdzeń orędzia Ewangelii Jana — Słowo, które było Bogiem i stało się ciałem — czytamy w Kodeksie Synajskim tak samo jak dziś.

Dziś rękopis jest fizycznie rozproszony między cztery instytucje:

  • British Library w Londynie — 347 kart (główna część, kupiona w 1933 r.);
  • Biblioteka Uniwersytecka w Lipsku — 43 karty (te z 1844 r.);
  • Rosyjska Biblioteka Narodowa w Petersburgu — fragmenty kilku kart;
  • klasztor św. Katarzyny na Synaju — kilkanaście kart i fragmentów, w tym odnalezione w 1975 r. podczas porządkowania jednej z klasztornych komór (tzw. „nowe znaleziska”).

Londyńska część ma osobną historię: w 1933 r. rząd sowiecki Stalina, potrzebując dewiz, sprzedał kodeks za pośrednictwem antykwariatu Maggs Brothers Muzeum Brytyjskiemu za 100 000 funtów (część pokrył skarb państwa, część zebrano w publicznej zbiórce). Współcześnie, dzięki projektowi Codex Sinaiticus (2005–2009), wszystkie cztery części zdigitalizowano i „połączono” wirtualnie — cały rękopis można dziś czytać w internecie za darmo.

Źródła