Teodycea babilońska

Teodycea babilońska

Około tysiąc lat przed naszą erą pewien babiloński kapłan-egzorcysta napisał poemat, w którym cierpiący człowiek pyta przyjaciela: dlaczego bezbożni żyją bezpiecznie i w dostatku, podczas gdy on, pobożny od dziecka, traci wszystko? Przyjaciel odpowiada mu tradycyjną teologią odpłaty — i zostaje z niej niewiele. Czy to możliwe, że setki lat przed Hiobem ktoś w Mezopotamii zmagał się z dokładnie tym samym pytaniem, w niemal tej samej literackiej formie?

Czym jest to „odkrycie”

„Teodycea babilońska” to nowożytna nazwa nadana przez asyriologa Wilfreda G. Lamberta w pracy Babylonian Wisdom Literature (1960) — sam tekst w starożytności nie miał tytułu, znany był z pierwszego wersu. To nie jest odkrycie archeologiczne w sensie budowli czy pieczęci, lecz odczytany i zrekonstruowany tekst literacki spisany pismem klinowym w języku akadyjskim (dialekt środkowo-, później nowobabiloński).

Utwór ma niezwykłą formę: to akrostych sylabiczny złożony z 27 strof po 11 wersów każda. W każdej strofie wszystkie wersy zaczynają się od tego samego znaku klinowego, a odczytane po kolei znaki początkowe układają się w zdanie: „Ja, Saggil-kīnam-ubbib, kapłan zaklinający, jestem czcicielem boga i króla”. To właśnie z tego kryptogramu badacze wydobyli imię i zawód domniemanego autora — āšipu, czyli kapłana-egzorcystę, prawdopodobnie związanego ze świątynią Esagila, przybytkiem boga Marduka w Babilonie.

Tekst zachował się fragmentarycznie na kilku tabliczkach glinianych. Najstarsze znane kopie pochodzą z biblioteki Aszurbanipala w Niniwie (VII w. p.n.e.), a więc powstały kilkaset lat po domniemanym skomponowaniu poematu. Krytyczne wydanie Takayoshiego Oshimy z 2013 roku (State Archives of Assyria Cuneiform Texts, t. 9) opiera się na dziewięciu rękopisach, w tym dwóch odnalezionych już po pracy Lamberta. Powstał też osobny komentarz filologiczny do tego dzieła — tabliczka British Museum BM 66882 z połączonych fragmentów, prawdopodobnie z Borsippy, z okresu achemenidzkiego lub hellenistycznego — dowód, że skrybowie objaśniali ten poemat jeszcze osiemset lat po jego powstaniu.

Treść to dialog dwóch przyjaciół: Cierpiący (osierocony w dzieciństwie, bez rodziny i majątku) skarży się, że pobożność nie popłaca — modli się, składa ofiary, a mimo to głoduje, podczas gdy bezbożni bogacą się bezkarnie. Przyjaciel broni klasycznej teologii mezopotamskiej: cierpienie jest powszechne, bogowie widzą wszystko, a pozorna niesprawiedliwość ma ukryty sens. W ostatniej, najbardziej wstrząsającej strofie sam jednak przyznaje, że to bogowie „dali ludzkości kłamliwą mowę” i skłonność do fałszu — co podważa jego własną obronę boskiej sprawiedliwości. Poemat kończy się nie triumfalnym rozstrzygnięciem, lecz błaganiem cierpiącego o litość bogów-pasterzy, przede wszystkim boga słońca Szamasza.

Powiązanie z Pismem

Fragment biblijny wskazany przy tym temacie to Hi 21 — mowa Hioba, w której odpowiada on swoim przyjaciołom niemal tym samym argumentem, jaki wypowiada babiloński Cierpiący. Hiob pyta wprost: „Czemu niegodziwi żyją, starzeją się, a nawet wzrastają w bogactwie?” (Hi 21,7 UBG). Opisuje bezpieczeństwo domów bezbożnych, pomyślność ich potomstwa i całkowity brak kary — dokładnie te same obrazy, które wypowiada Cierpiący z Teodycei babilońskiej, skarżąc się na dobrobyt ludzi lekceważących bogów.

Co więcej, Hiob cytuje samych bezbożnych, którzy odrzucają sens pobożności: „Dlatego mówią do Boga: Odejdź od nas, bo nie chcemy poznać twoich dróg. Kim jest Wszechmocny, abyśmy mieli mu służyć? Cóż nam pomoże to, że będziemy się modlić do niego?” (Hi 21,14–15 UBG) — to niemal lustrzane odbicie pytania, jakie zadaje babiloński Cierpiący: skoro pobożność nie przynosi korzyści, po co w ogóle służyć bogom? Na końcu swojej mowy Hiob rzuca przyjaciołom zarzut, który równie dobrze mógłby paść pod adresem Przyjaciela z poematu akadyjskiego: „Czemu więc daremnie mnie pocieszacie, skoro w waszych odpowiedziach pozostaje fałsz?” (Hi 21,34 UBG).

Podobieństwo nie ogranicza się do treści. Oba utwory mają formę uczonego dialogu między cierpiącym a jego towarzyszem (czy towarzyszami), obaj cierpiący powołują się na własną nienaganną pobożność, a obaj rozmówcy bronią tradycyjnej teologii odpłaty — przekonania, że bogowie (czy Bóg) nagradzają cnotę i karzą występek już w tym życiu, tu i teraz. Badacze zwracają też uwagę na współczesny przydomek nadawany czasem Teodycei babilońskiej — „babiloński Kohelet” — ze względu na bliskie pokrewieństwo tematyczne z Księgą Koheleta, gdzie podobnie pojawia się gorzka obserwacja, że sprawiedliwym wiedzie się jak bezbożnym, a bezbożnym jak sprawiedliwym.

Różnica jest jednak równie ważna jak podobieństwo. W Biblii to jeden Bóg, Jahwe (PAN), stwórca i sędzia zarazem, ostatecznie przemawia do Hioba z wichru (Hi 38–41) i rozstrzyga spór autorytetem, jakiego nie ma żaden z bogów Mezopotamii — w poemacie babilońskim głosy bogów milczą, a rozmówcy sami muszą dojść do jakiegoś zawieszenia broni.

Co pewne, a co dyskutowane

  • Pewne: istnienie i autentyczność tekstu, jego forma akrostychiczna (27 strof po 11 wersów) oraz odczytanie imienia autora z kryptogramu nie budzą sporu — to jedne z najlepiej potwierdzonych faktów asyriologii, zgodne u Lamberta (1960) i Oshimy (2013).
  • Dyskutowane — datowanie: szacunki wahają się od schyłku okresu kasyckiego (ok. XII w. p.n.e.) do około 1000 r. p.n.e. Lambert argumentował na podstawie cech językowych (środkowobabiloński dialekt z elementami nowszymi) za datą bliską końcowi II tysiąclecia; ponieważ najstarsze zachowane kopie są o kilkaset lat młodsze (biblioteka Aszurbanipala, VII w. p.n.e.), precyzyjne ustalenie daty kompozycji pozostaje niepewne.
  • Dyskutowane — tożsamość autora: Saggil-kīnam-ubbib znany jest wyłącznie z tego jednego akrostychu; nie ma niezależnych dowodów historyczności tej postaci — może to być rzeczywisty uczony-egzorcysta, ale równie dobrze literacka atrybucja podobna do przypisywania ksiąg mądrościowych Salomonowi.
  • Dyskutowane — wymowa zakończenia: Lambert odczytywał końcową strofę jako w pewnym sensie pojednawczą (Cierpiący zwraca się o litość do bogów-pasterzy); część późniejszych badaczy (m.in. Oshima) podkreśla raczej otwartość i niejednoznaczność finału — przyznanie przez samego Przyjaciela, że bogowie „dali ludziom kłamstwo”, czyta się dziś częściej jako podważenie, a nie potwierdzenie klasycznej teodycei.
  • Dyskutowane — relacja z Księgą Hioba: zdecydowana większość biblistów i asyriologów (idąc za Lambertem) wyklucza bezpośrednie zapożyczenie tekstu w jedną czy drugą stronę — obie tradycje czerpią raczej z szerszego, wspólnego dziedzictwa literatury mądrościowej Bliskiego Wschodu. Z tego względu status tego tematu w niniejszym cyklu obniżono z „potwierdzone” na „mieszany”: pewne jest istnienie uderzającej paraleli formalnej i tematycznej, natomiast niepewne pozostaje wszystko, co dotyczy dokładnej daty, autora i charakteru ewentualnego związku z tekstem biblijnym.

Znaczenie

Teodycea babilońska pokazuje, że pytanie o sens cierpienia niewinnego i pomyślność bezbożnych nie narodziło się w Izraelu — było jednym z centralnych tematów mezopotamskiej literatury mądrościowej na długo przed spisaniem Księgi Hioba. To samo pytanie zadawano w świątyniach Babilonu, Niniwy i Uruk: czy pobożność się opłaca, skoro rzeczywistość tak często temu przeczy? Znajomość takich tekstów pomaga czytać Hioba we właściwym kontekście kulturowym — nie jako odosobniony wybryk teologiczny, lecz jako głos w szerokiej, wielowiekowej debacie starożytnego Bliskiego Wschodu.

Zarazem uwidacznia to, co w Biblii wyjątkowe. Podczas gdy babiloński poemat kończy się błaganiem o litość wielu bogów i nierozstrzygniętym napięciem, Księga Hioba prowadzi czytelnika do bezpośredniego spotkania z jednym Bogiem, który nie tłumaczy się z każdego szczegółu cierpienia, lecz objawia swój majestat i suwerenność — a finał księgi przynosi przywrócenie i błogosławieństwo, którego próżno szukać w tekście z Mezopotamii. Podobieństwo formy uwypukla różnicę teologii: tam wielogłosowy, milczący panteon, tu jeden Bóg, który w końcu przemawia.

Źródła