Wrak z Cape Gelidonya

Wrak z Cape Gelidonya

Latem 1954 roku nurek poszukujący gąbek u południowych wybrzeży Turcji natrafił na stertę metalowych sztab leżącą na skalistym dnie. Nikt wtedy nie przypuszczał, że to przypadkowe znalezisko doprowadzi sześć lat później do przedsięwzięcia, które zmieni metody badania przeszłości ukrytej pod wodą. Czy stos sprzed trzech tysięcy dwustu lat, wydobyty spod przylądka Gelidonya, może cokolwiek powiedzieć o flocie Salomona i żeglarzach Hirama, którzy w Piśmie pojawiają się dwa stulecia później? Wprost — nie. Pośrednio jednak pozwala zobaczyć świat, w którym taka współpraca w ogóle była możliwa.

Wrak z Cape Gelidonya
Fot. MyName (Knut Thieme), CC BY-SA 2.0 de, via Wikimedia Commons

Czym jest to „odkrycie”

Wrak spoczywa na głębokości ok. 27 metrów przy skalistej wysepce Devecitaşı Adası, tuż przy przylądku Gelidonya na południowym wybrzeżu Turcji. Odkrył go w 1954 roku Kemal Aras, nurek zbierający gąbki z Bodrum, który zauważył na dnie nietypowe skupisko metalowych brył. Informację przekazał amerykańskiemu dziennikarzowi i nurkowi-amatorowi Peterowi Throckmortonowi, który w 1959 roku osobiście zbadał stanowisko i uznał je za wyjątkowe.

Latem 1960 roku ruszyła pełna wykopaliskowa eksploracja — sfinansowana przez University Museum Uniwersytetu Pensylwanii, prowadzona przez zespół: Throckmorton, brytyjska archeolog Joan du Plat Taylor, francuski nurek Frédéric Dumas oraz młody wówczas doktorant George Bass. Ekspedycja ta jest dziś uznawana za punkt założycielski archeologii podwodnej jako dyscypliny naukowej: po raz pierwszy to sami archeolodzy — a nie wynajęci nurkowie relacjonujący znaleziska ludziom na powierzchni — zeszli pod wodę i prowadzili dokumentację według standardów stosowanych na lądzie. Bass założył później Institute of Nautical Archaeology (1972) i bywa nazywany „ojcem archeologii podwodnej”; w 2001 roku otrzymał za to National Medal of Science.

Ładunek liczył około tony miedzi w postaci sztab „wołoskórych” (oxhide ingots) — odlewów z czterema uchwytami przypominającymi rozciągniętą skórę zwierzęcą, ważących przeciętnie 20–21 kg (od 16 do 27 kg) — a także mniejszych, okrągłych sztab „bochenkowych” (ok. 4 kg) oraz prętów cyny. Do tego dochodził zbiór połamanych narzędzi brązowych typu cypryjskiego, przeznaczonych najwyraźniej do przetopienia:

  • kilofy, motyki, sierpy i inne narzędzia rolnicze;
  • siekiery, dłuta, młotki i narzędzia rzemieślnicze;
  • groty włóczni, brzytwy, igły, bransolety i fragmenty naczyń brązowych.

Obecność kamiennych młotków, gładzików, osełki oraz płaskiego kamienia mogącego pełnić rolę kowadła sugeruje, że na pokładzie znajdował się wędrowny kotlarz zbierający złom metalowy do przetopu. Znaleziono też zestaw odważników (część kulistych, część w kształcie procowego pocisku), syryjską pieczęć cylindryczną z odciskiem w glinie oraz komplet skarabeuszy o proweniencji syro-palestyńskiej. Wrak datuje się na koniec epoki późnego brązu, ok. 1200 r. p.n.e. — próg tzw. załamania cywilizacji brązu i migracji Ludów Morza. Wydobyte przedmioty można dziś oglądać w Muzeum Archeologii Podwodnej w Bodrum. Przez ponad dwadzieścia lat Gelidonya uchodziła za najstarszy znany wrak na świecie — dopóki w 1982 roku nie odkryto bogatszego wraku z Uluburun, starszego o około sto lat, którym zajął się już uczeń Bassa, Cemal Pulak.

Powiązanie z Pismem

Fragment 1 Księgi Królewskiej opisuje morskie przedsięwzięcie Salomona prowadzone z fenickim królem Tyru: „Król Salomon zbudował też okręty w Esjon-Geber koło Elat, nad brzegiem Morza Czerwonego, w ziemi Edomu” (1 Krl 9,26 UBG). Salomon nie dysponował jednak doświadczoną kadrą żeglarską, dlatego korzystał z ludzi Hirama: „I Hiram posłał na tych okrętach swoje sługi, żeglarzy obeznanych z morzem, razem ze sługami Salomona; przypłynęli oni do Ofiru i wzięli stamtąd czterysta dwadzieścia talentów złota, i przywieźli je do króla Salomona” (1 Krl 9,27–28 UBG). Kilka rozdziałów dalej pada wzmianka o regularnym handlu dalekomorskim: „Królewska flota Tarszisz była bowiem na morzu wraz z flotą Hirama. Raz na trzy lata przypływała flota Tarszisz, przywożąc złoto, srebro, kość słoniową, małpy i pawie” (1 Krl 10,22 UBG).

Te wersety zakładają istnienie gotowej infrastruktury żeglugi dalekomorskiej na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego — ludzi, którzy znają szlaki, potrafią prowadzić statki, ważyć i rozliczać towar. Wrak z Cape Gelidonya nie jest fragmentem floty Salomona ani Hirama — zatonął jakieś dwieście–dwieście pięćdziesiąt lat wcześniej, zanim jeszcze ukształtowała się klasyczna Fenicja miast-portów takich jak Tyr czy Sydon. Jego wartość dla lektury tekstu jest więc pośrednia: pokazuje, że wybrzeże Lewantu — kraina, z której wywodzili się „żeglarze obeznani z morzem” wysłani przez Hirama — od wieków prowadziło zorganizowany handel metalami na duże odległości, posługując się standaryzowanymi odważnikami, pieczęciami kupieckimi i wyspecjalizowaną załogą. Świat, w którym flota Salomona i Hirama mogła zaistnieć, miał już za sobą stulecia praktyki żeglarskiej — a Gelidonya jest jednym z niewielu materialnych śladów tej praktyki.

Co pewne, a co dyskutowane

Niekwestionowane są okoliczności odkrycia i przebiegu badań: data znalezienia wraku (1954), tożsamość odkrywcy (Kemal Aras) i osoby, która skierowała na miejsce ekspedycję naukową (Peter Throckmorton), skład zespołu z 1960 roku, finansowanie przez University Museum Uniwersytetu Pensylwanii oraz fakt, że była to pierwsza w historii kompletna, prowadzona przez archeologów-nurków eksploracja wraku na dnie morza. Nie budzi sporu ogólne datowanie zatonięcia na koniec epoki późnego brązu (ok. 1200 r. p.n.e., niektóre ujęcia podają przedział 1200–1150 r. p.n.e.) — opiera się ono na typologii ceramiki i kształcie sztab miedzi znanym z egipskich malowideł grobowych przedstawiających Syryjczyków niosących identyczne odlewy.

Przedmiotem żywej dyskusji pozostaje etniczna przynależność statku i załogi. George Bass w monografii z 1967 roku, opierając się na syryjskiej pieczęci cylindrycznej, syryjskim typie lamp oraz odważnikach bliskowschodnich (a nie egejskich), uznał statek za należący do kupca-kotlarza pochodzenia syro-kananejskiego (wczesnofenickiego), zastrzegając możliwość pochodzenia cypryjskiego — sama miedź pochodziła z Cypru. Późniejsze analizy, m.in. w kontekście porównań z wrakiem z Uluburun badanym przez Cemala Pulaka, oraz kampania INA z 2010 roku skłoniły część specjalistów ku silniejszemu akcentowaniu cypryjskiego charakteru ładunku i załogi — spór nie został ostatecznie rozstrzygnięty i zapewne nie zostanie, wobec fragmentarycznej natury dowodów.

Osobną sprawą jest sam sposób powiązania wraku z tekstem biblijnym. Nie chodzi o znalezisko potwierdzające konkretne wydarzenie czy postać z Pisma, lecz o ilustrację tła, w którym rozgrywały się wydarzenia z 1 Księgi Królewskiej — przy zachowaniu dwustuletniej luki chronologicznej między zatonięciem statku a tradycyjnie przyjmowanym panowaniem Salomona (ok. 970–931 r. p.n.e.). Dlatego status tego tematu określono jako „mieszany”, a nie „potwierdzony” — sama archeologia wraku jest znakomicie udokumentowana, ale jej związek z biblijną flotą pozostaje ilustracyjny, nie dowodowy.

Znaczenie

Dla historii archeologii eksploracja Cape Gelidonya była momentem przełomowym: udowodniła, że wrak można badać z tą samą precyzją co stanowisko lądowe, a nie tylko „odkrywać skarby”. Otworzyła drogę do kolejnych, coraz ambitniejszych projektów — z wrakiem z Uluburun (odkrytym w 1982 r.) na czele, który dostarczył najpełniejszego obrazu międzynarodowej wymiany handlowej u schyłku epoki brązu, obejmującej Egipt, Hetytów, Mykeny, Cypr i Lewant.

Dla czytelnika Biblii wartość tego znaleziska leży gdzie indziej niż w bezpośrednim „potwierdzeniu” — polega na nadaniu treści lakonicznym wzmiankom o flotach królewskich. Kiedy tekst mówi o „żeglarzach obeznanych z morzem” wysłanych przez Hirama (1 Krl 9,27) czy o okrętach przywożących co trzy lata złoto, srebro i kość słoniową (1 Krl 10,22), Gelidonya pokazuje, jak fizycznie wyglądało takie przedsięwzięcie wcześniej: ładownia sztab metalu, odważniki do rozliczania towaru, kupiecka pieczęć jako podpis, wieloetniczna załoga między portami od Cypru po wybrzeże syro-palestyńskie. To przypomnienie, że nie każde odkrycie istotne dla lektury Biblii musi być „trafieniem w dziesiątkę” — czasem jego znaczenie polega na odtworzeniu świata, który tekst biblijny milcząco zakłada jako oczywisty.

Źródła