Kodeks z Aleppo (Keter Aram Cowa)

Kodeks z Aleppo (Keter Aram Cowa)

Wieczorem 30 listopada 1947 roku podpalona synagoga w Aleppo płonie razem z najcenniejszą księgą syryjskich Żydów. Gdy dziesięć lat później rękopis wynurza się w Izraelu, brakuje w nim niemal jednej trzeciej kart – w tym prawie całej Tory. Co się z nimi stało: spłonęły, czy zniknęły później, w zupełnie innych okolicznościach? I dlaczego księga, z której ubyło tyle stron, wciąż uchodzi za najdokładniejszy egzemplarz hebrajskiej Biblii, jaki istnieje?

Kodeks z Aleppo (Keter Aram Cowa)
Public domain, via Wikimedia Commons

Czym jest to „odkrycie”

Kodeks z Aleppo – po hebrajsku Keter Aram Cowa („Korona Aleppo”) – to nie znalezisko wykopane z ziemi, lecz rękopis, który przetrwał (częściowo) burzliwą wędrówkę przez tysiąc lat historii Bliskiego Wschodu. Powstał około 930 roku n.e. w Tyberiadzie, wówczas głównym ośrodku uczonych zwanych masoretami. Tekst spółgłoskowy spisał skryba Szlomo ben Buja, a wokalizację (samogłoski), znaki kantylacyjne (melodię recytacji) i uwagi masoreckie na marginesach dodał Aaron ben Mosze ben Aszer – ostatni i najsłynniejszy przedstawiciel rodu ben Aszerów, tyberiadzkiej „dynastii” masoretów dopracowującej jednolity zapis Biblii hebrajskiej.

Z Tyberiady kodeks trafił do karaimskiej synagogi w Jerozolimie, skąd – jak się przyjmuje – zrabowali go krzyżowcy podczas zdobycia miasta w 1099 roku. Gmina żydowska w Fustacie (starym Kairze) wykupiła go z rąk krzyżowców; tam księga zyskała przydomek „al-Tadż” („Korona”). To w Kairze z rękopisu korzystał Majmonides (Rambam), który w swoim kodeksie prawa „Miszne Tora” powołał się na ten egzemplarz jako wzorzec poprawnego zapisu Tory – co przez wieki nadawało mu status najbardziej autorytatywnej kopii w świecie żydowskim. Około 1375 roku, prawdopodobnie za sprawą potomka Majmonidesa, kodeks przewieziono do Aleppo w Syrii, gdzie spoczywał w Wielkiej Synagodze przez kolejne blisko sześćset lat, rzadko pokazywany komukolwiek spoza starszyzny gminy.

Wieczorem po głosowaniu ONZ w sprawie podziału Palestyny (29–30 listopada 1947) tłum w Aleppo, rozwścieczony tą decyzją, splądrował i podpalił żydowską dzielnicę, w tym Wielką Synagogę. Kodeks zniknął. Odnalazł się dopiero pod koniec 1957 roku, przemycony z Syrii przez Murada Fahama, żydowskiego kupca, i przekazany na początku 1958 roku prezydentowi Izraela Icchakowi Ben-Cwiemu (stąd nazwa Instytutu Ben-Cwiego, dzisiejszego prawnego opiekuna rękopisu). Z pierwotnych ok. 487 kart zachowało się jednak tylko ok. 294–295, czyli mniej więcej 60 procent całości. Zniknęła niemal cała Tora (poza ostatnimi wersetami Powtórzonego Prawa), spore fragmenty Ksiąg Królewskich, Jeremiasza oraz Amosa–Micheasza, a także w całości Koheleta, Lamentacji, Estery, Daniela oraz Ezdrasza-Nehemiasza. Dziś ocalałe karty są wystawione w skrzydle „Shrine of the Book” Muzeum Izraela w Jerozolimie, a w 2016 roku kodeks wpisano na listę UNESCO „Pamięć Świata”.

Powiązanie z Pismem

Wśród ksiąg, które przetrwały pożar i wieki wędrówki, jest znaczna część Izajasza – w tym słynny fragment obejmujący Izajasza 8,23–9,7 (w numeracji przyjętej w drukowanych Bibliach to Izajasz 9,1-8), zawierający mesjańską zapowiedź: „Dziecko bowiem narodziło się nam, syn został nam dany. Na jego ramieniu spocznie władza, a nazwą go imieniem: Cudowny, Doradca, Bóg Mocny, Ojciec Wieczności, Książę Pokoju” (Iz 9,6 UBG). To właśnie ta karta bywa najczęściej reprodukowana jako przykład tyberiadzkiej wokalizacji i kantylacji w praktyce.

Kodeks z Aleppo pozwala też zweryfikować, jak wiernie tekst Izajasza przetrwał stulecia kopiowania. Prawie tysiąc lat starszy od niego Wielki Zwój Izajasza z Qumran (1QIsaa, ok. 125 r. p.n.e.) zawiera niemal cały tekst tej księgi, lecz bez samogłosek i bez masoreckiego aparatu krytycznego. Porównanie obu świadectw pokazuje, że spółgłoskowy tekst Izajasza pozostawał w ogromnej mierze stabilny już tysiąc lat przed powstaniem kodeksu, choć zwój z Qumran zawiera około 2600 drobnych odstępstw od tekstu masoreckiego – głównie różnice ortograficzne czy szyk słów, a nie zmiany treści. Taka zgodność między rękopisami odległymi o tysiąclecie potwierdza niejako słowa samego Izajasza: „Trawa usycha, kwiat więdnie, ale słowo naszego Boga trwa na wieki” (Iz 40,8 UBG) – zapewnienie, że słowo Jahwe (PAN) przetrwa mimo upływu czasu i przemijania pokoleń przekazujących je dalej.

W tych samych ocalałych partiach znajdują się też inne fragmenty ważne dla chrześcijańskiej lektury Starego Testamentu, jak zapowiedź z Izajasza 7,14: „Dlatego sam Pan da wam znak. Oto dziewica pocznie i urodzi syna, i nazwie go Emmanuel” (Iz 7,14 UBG), czy słowa o cierpiącym słudze: „Lecz on był zraniony za nasze występki, starty za nasze nieprawości. Kara dla naszego pokoju była na nim, a jego ranami zostaliśmy uzdrowieni” (Iz 53,5 UBG). Tekst w kształcie poświadczonym przez Kodeks z Aleppo stał się podstawą standardowych wydań krytycznych Biblii hebrajskiej, używanych do dziś przez badaczy tych fragmentów.

Co pewne, a co dyskutowane

Poza sporem pozostają: przybliżona data powstania kodeksu (pierwsza połowa X wieku), imiona skryby i masorety (Szlomo ben Buja i Aaron ben Mosze ben Aszer), trasa wędrówki rękopisu udokumentowana kolofonami i świadectwami rabinicznymi (Tyberiada – Jerozolima – Fustat – Aleppo), fakt korzystania z niego przez Majmonidesa, pożar synagogi w Aleppo w 1947 roku, ponowne pojawienie się kodeksu w Izraelu w latach 1957–1958 z brakującymi kartami, obecne miejsce przechowywania (Muzeum Izraela, opieka Instytutu Ben-Cwiego) oraz rola kodeksu jako podstawy tekstowej dla Hebrew University Bible Project – naukowego wydania krytycznego Biblii hebrajskiej prowadzonego od 1956 roku.

Dyskusyjne pozostają natomiast okoliczności utraty niemal 200 kart. Pierwotnie zakładano po prostu, że spłonęły w pożarze synagogi – tę wersję powtarzano oficjalnie przez lata. Problem w tym, że ocalałe karty nie noszą śladów przypalenia na brzegach, których należałoby się spodziewać, gdyby wyrwano je z płonącej, częściowo strawionej księgi. Dziennikarz Matti Friedman, autor książki „The Aleppo Codex” (2012), dotarł do świadków z Aleppo, którzy zeznawali, że tuż po pożarze kodeks był niemal kompletny – braki miały pojawić się dopiero później, między ukryciem księgi przez syryjską gminę a jej dotarciem do Izraela. Friedman stawia hipotezę, że część kart skradziono i sprzedano na czarnym rynku starożytności, wskazując – ostrożnie, bez dowodów sądowych – na osoby związane wówczas z opieką nad rękopisem po stronie izraelskiej. Instytut Ben-Cwiego kwestionuje część tej wersji, a nikt nigdy nie został formalnie oskarżony, więc sprawa pozostaje otwartą zagadką, nie faktem. Niepewność pogłębia to, że po 1958 roku odnalazły się jeszcze dwie pojedyncze karty (fragment Kronik i fragment Wyjścia) u prywatnych kolekcjonerów – być może gdzieś krążą kolejne.

Znaczenie

Kodeks z Aleppo pełni dla tekstu hebrajskiego Starego Testamentu rolę wzorca odniesienia, do którego porównuje się inne rękopisy i wydania drukowane. System wokalizacji i kantylacji rodziny ben Aszerów, zapisany właśnie w tym egzemplarzu, stał się z czasem standardem większości współczesnych wydań Biblii hebrajskiej, a naukowcy z Hebrajskiego Uniwersytetu w Jerozolimie od kilkudziesięciu lat opierają na nim swoje wydanie krytyczne, zestawiając go z tysiącami innych świadectw – od zwojów znad Morza Martwego po rękopisy z genizy kairskiej.

Historia samego kodeksu – od Tyberiady, przez krucjaty, aprobatę Majmonidesa, sześć wieków w Aleppo, aż po ratunek z płonącego miasta i niepewny los brakujących kart – jest też świadectwem, jak poważnie kolejne pokolenia traktowały wierne przekazywanie biblijnego tekstu: gotowe były ryzykować życie, byle ocalić księgę, choćby okaleczoną. Dla czytelnika Biblii to przypomnienie, że stojący za współczesnymi przekładami tekst hebrajski ma długą, możliwą do prześledzenia historię przekazu – a jego rdzeń, poświadczony niezależnie przez ten średniowieczny kodeks i o tysiąc lat starsze zwoje z Qumran, okazuje się zaskakująco spójny.

Źródła