Księga Kaznodziei 6 pogłębia rozważanie o bogactwie, którego człowiek nie może zaznać. Kohelet opisuje kogoś, komu Bóg dał majątek, dostatek i sławę, lecz nie dał możliwości spożywania owoców — korzysta z nich obcy. Taka nienasycona dusza jest, według niego, gorsza od losu martwego płodu.
O czym mówi Księga Kaznodziei 6?
Kohelet wskazuje zło powszechne wśród ludzi: Bóg daje komuś bogactwo, majątek i sławę, tak że niczego nie brakuje jego duszy z tego, czego pragnie, ale nie daje mu możliwości spożywania — i owoce zjada obcy człowiek. To marność i ciężka niedola. Nawet gdyby ktoś spłodził stu synów, żył wiele lat i dożył sędziwej starości, lecz jego dusza nie nasyciła się dobrem i nie zaznał nawet pogrzebu, Kohelet uznaje za lepszy los martwego płodu. Ten bowiem przychodzi w marności i odchodzi w ciemności, a jego imię okrywa ciemność, lecz zaznaje większego spokoju niż udręczony człowiek.
Choćby taki człowiek żył dwa tysiące lat, a nie doznał dobra, i tak wszyscy idą do jednego miejsca. Cały trud człowieka jest dla jego ust, a mimo to dusza się nie nasyca; jaką więc przewagę ma mądry nad głupcem albo ubogi, który umie postępować wśród żyjących? Lepsze jest to, co oczy widzą, niż nieustanne pragnienie — i to również jest marnością i utrapieniem ducha. Na koniec Kohelet przypomina o granicach człowieka: temu, kto jest, już nadano imię, wiadomo, że jest tylko człowiekiem i nie może się spierać z mocniejszym od siebie. Im więcej słów mnożących marność, tym mniej wiadomo, co naprawdę jest dla człowieka dobre.
Kluczowe wersety
„Wszelki trud człowieka jest dla jego ust, a jednak jego dusza nie może się nasycić.” — Koh 6,7 (UBG)
„Lepsze jest to, co oczy widzą, niż ciągłe pragnienie. To również jest marnością i utrapieniem ducha.” — Koh 6,9 (UBG)
Główne tematy i obrazy
Rozdział krąży wokół nienasycenia. Obraz bogacza, którego dobra spożywa obcy, pokazuje, że sam majątek bez możliwości korzystania z niego jest pusty. Mocny i trudny jest obraz martwego płodu postawionego wyżej niż długie, lecz niespełnione życie — to hiperbola podkreślająca, że sama długość dni nic nie znaczy bez zaznania dobra. Powracający obraz „jednego miejsca”, do którego wszyscy idą, znów zrównuje ludzkie losy. Zwrot „trud dla ust” maluje pracę napędzaną głodem, którego nigdy nie da się do końca zaspokoić. Kontrast między tym, „co oczy widzą”, a bezkresnym pragnieniem uczy poprzestawania na tym, co realne i dostępne, zamiast gonić za tym, czego i tak nie sposób posiąść.
Główna myśl rozdziału
Kaznodzieja pokazuje, że bogactwo bez zdolności cieszenia się nim jest jedną z najboleśniejszych marności — dar, którego nie można spożyć, obraca się w ciężar. Ani majątek, ani długowieczność, ani liczne potomstwo nie nasycą duszy, jeśli brak jej dobra danego od Boga. Wobec własnych granic i nieprzekraczalnej mocy Stwórcy człowiek powinien porzucić gorączkę pragnień i przyjmować to, co ma przed oczami. Rozdział zamyka pierwszą połowę księgi, przechodząc od diagnozy marności do praktycznej mądrości, którą Kohelet rozwinie w dalszych rozdziałach. Prawdziwym dobrem nie jest więc to, ile człowiek posiądzie, lecz to, czy potrafi z wdzięcznością przyjąć od Boga zdolność cieszenia się tym, co ma przed oczami.
Powiązane
- Czytaj słowo po słowie: Koh 6 w interlinii (hebr./grec. + UBG)
- Poprzedni: Księga Kaznodziei 5 — streszczenie
- Następny: Księga Kaznodziei 7 — streszczenie
- Wszystkie streszczenia rozdziałów